poniedziałek, 3 marca 2008

19 kolejka OE

Wielkie derby Śląska faktycznie były wielkie i nie rozczarowały. Pięć bramek, ponad 40 tysięcy widzów (w niektórych kolejkach tylu kibiców nie odwiedziło ośmiu spotkań) i emocje. Zastanawiałem się, kto będzie bardziej onieśmielony tym stadionem i dość niespodziewanie okazało się, że to byli gracze gości (zabrzanie występowali jako goście), a Ruch rozgrywał naprawdę świetny mecz. Mimo wyniku 3:2 zwycięstwo chorzowian jest jak najbardziej zasłużone. Tak się rozmarzyłem, żeby tak w każdej kolejce jeden mecz był rozgrywany na takim stadionie, przy takiej liczbie widzów. Ruch planuje zagrać z Widzewem i Lechem na Śląskim, ciekawe czemu nie z Legią w maju, a im bliżej EURO 2012, tym takich spotkań powinno być więcej, bo w końcu powinny powstać stadiony. Wracając do szarej, na razie, ligowej rzeczywistości, największymi przegranymi tej kolejki są kluby łódzkie. Cała reszta zespołów, które bronią się przed spadkiem, zdobyła po trzy punkty. Polonia Bytom, po raz pierwszy na własnym stadionie, zdobyła cenny komplet punktów w meczu z Zagłębiem Sosnowiec i chyba sosnowiczanie przypieczętowali swój spadek do trzeciej ligi. Odra wygrała z Koroną (i kielczanie mieli walczyć o drugie miejsce w lidze), a Ilijan Micanski podąża drogą wytyczoną kiedyś przez Grzegorza Rasiaka, Marcina Chmiesta, Łukasza Sosina i wielu innych napastników, którzy wypromowali się w Wodzisławiu. Nawet Cracovia wygrała w Białymstoku, a wyjazdowe zwycięstwo Pasów zdarza się bardzo rzadko (to było drugie w sezonie).

Wracając do klubów łódzkich, wydaje mi się, że bliższy sprawienia niespodzianki był ŁKS. Legia grała słabo, przegrywała od 11 minuty i nie potrafiła stworzyć większego zagrożenia pod bramką gości. Gdyby nie głupota Roberta Szczota (no naprawdę, tak idiotycznej czerwonej kartki to jeszcze nie widziałem, mieć żółtą kartkę i mimo gwizdków sędziego kontynuować akcję i strzelić do siatki, nie wiem jak to nazwać; to że spalonego nie było, nie zmienia faktu, iż na boisku rządzi sędzia i jak gwiżdże i przerywa akcję, to akcję się przerywa, a nie zachowuje się jak na podwórku) to łodzianie chyba mogliby dowieźć korzystny wynik, a tak konieczność gry w osłabieniu musiała się zemścić. Zadebiutował w nowym klubie Sebastian Mila, którego ja będę pamiętał z cudownego gola przeciwko Manchesterowi City w pucharach, a o tym że nie dał rady zrobić kariery na zachodzie pamiętać nie zamierzam. Ciekawe czy się Mila odbuduje piłkarsko, nie do kadry rzecz jasna, tylko czy będzie w stanie błyszczeć w OE. Drugi łódzki klub, Widzew, pojechał na spotkanie z polskim Interem, Realem, Manchesterem United, czy kogo tam uważamy za najsilniejszy klub w danym kraju, czyli Wisłą Kraków. Wynik wygląda całkiem dobrze, bo tylko 1:0, ale gra już nie. Goście dobrze zaczęli, mieli kilka ciekawie wyglądających kontr i to koniec. Biała Gwiazda bramkę strzeliła pod koniec pierwszej połowy, a drugą cześć meczu można podsumować zdaniem goście chcieli, ale nie mogli, a gospodarze mogli, ale nie chcieli. Wyszedł z tego nudny mecz, podczas którego istniało spore niebezpieczeństwo zwichnięcia szczęki od ziewania. Nie mam wątpliwości, że gdyby krakowianie musieli strzelić więcej goli, to spokojnie by to zrobili, ale w tym meczu nie było takiej potrzeby.

Wyjaśniło się też, dlaczego Groclin zaczął tak dobrze i dlaczego prezes postawił drużynie tak ambitne cele (dwa puchary i drugie miejsce w lidze). Po sezonie drużyna przenosi się do Wrocławia, więc to 4:0 w Bełchatowie nie dziwi. Podejrzewam, że Zbigniew Drzymała chce, aby zespół pożegnał się z miastem jakimś sukcesem i na pewno odpowiednio zmotywował piłkarzy. W starciu z drużyną, która przed rundą zasłynęła głównie przepychanką z Radosławem Matusiakiem, czy o Łukasza Gargułę, musiał paść taki wynik. Same przenosiny są dość kontrowersyjnym pomysłem. Część kibiców Śląska będzie obawiać się utraty czegoś, co można nazwać tożsamością klubu. Wydaje się, że część tych obaw jest nieuzasadniona, bo czasy kiedy sponsor zmieniał nazwę drużyny już odeszły w przeszłość, a ewentualnych wątpiących przekonają sukcesy nowego Śląska w OE. Najbardziej szkoda w tym momencie mieszkańców w Grodzisku Wielkopolskim, bo oni tracą klasową drużynę i szansę oglądania meczów z atrakcyjnymi przeciwnikami, ale to oczywiste, że Grodzisk nie może wygrać z Wrocławiem. Można zbudować klub w małym miasteczku, ale żeby ściągnąć dobrych zawodników potrzebna jest jeszcze atrakcyjność miasta gdzie mieści się klub. Same pieniądze nie załatwią wszystkiego i podejrzewam, że przez te kilka lat prezes Zbigniew Drzymała usłyszał od zawodników (niektórych albo wielu), że ci nie chcą grać w tak małym miasteczku. W końcu piłkarz to też człowiek, który zastanawia się gdzie spędzać wolny czas, gdzie będzie pracować jego żona i do której szkoły posłać swoje dzieci. Duże miasto zapewnia większy wybór, a Wrocław jest większy od Grodziska tak mniej więcej 46 razy. Dodajmy do tego kibiców, nowy stadion budowany na EURO 2012 (przy ulicy Drzymały, taka ciekawostka) i przenosiny stają się oczywiste. Całkiem możliwe, że na Dolnym Śląsku spełni się marzenie prezesa o występach jego drużyny w UCL. W Grodzisku został już osiągnięty pewien poziom (niewystarczający do tego, by grać w Lidze Mistrzów), a wyżej sufitu się nie podskoczy. Jedyne rozwiązanie to podnieść sufit wyżej i temu właśnie służą przenosiny klubu.

2 komentarze:

  1. Doskonałym komentarzem do twojego artykułu będzie mój
    http://kopacze.blox.pl/2008/03/Oj-dzialo-sie.html
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Owszem, bardzo ciekawy wpis. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń