Nie wiem dlaczego, ale ostatnio bardzo popularne stało się odliczanie stu dni, z reguły dzielących nas od jakiegoś wydarzenia. Do pierwszego spotkania w finałach pozostało stosunkowo niewiele czasu i każdy mecz jaki rozegra nasza kadra może dać odpowiedź na to najważniejsze pytanie, jak będzie wyglądał skład Polaków w Austrii. Selekcjoner niedawno ogłosił, że ma już listę trzydziestu zawodników, z których zostanie wyłoniona drużyna na finały.
Nie chciałbym zgadywać, kto już tam trafił, ale skład w meczu z Czechami (dla przypomnienia) wydaje się być dobrą wskazówką. Spotkania z Bośnia i Hercegowiną, Finlandią, czy z Estonią, mają moim zdaniem trzy cele. Po pierwsze sprawdzenie zawodników, którzy będą odgrywać czołowe role podczas eliminacji do MŚ 2010 i miejmy nadzieję w samych finałach. Leo Beenhakker buduje przecież kadrę nie tylko na dziś, ale także na jutro i powołanie niektórych zawodników, mimo że wydają się one zaskakujące, służą właśnie sprawdzeniu przyszłych gwiazd kadry. Po drugie ci którzy się najbardziej wyróżnią, pojadą na EURO. Może tylko w roli rezerwowych, ale sam wyjazd też jest wyróżnieniem. Po trzecie takie mecze mają pokazać tym piłkarzom, którzy czują się pewniakami do wyjazdu, że są za nimi zawodnicy, którzy ich z tego miejsca w samolocie mogą wygryźć. To jedna z najlepszych metod na zachowanie formy. Znak zapytania pojawia się przy zawodnikach, którzy nie dostali powołania, a wyróżniają się w pewien sposób na tle kolegów. Może to oznaczać, że ich wyjazd jest tak pewny, że nie ma sensu sprawdzać ich w meczach kontrolnych, albo na pewno nie dostaną oni powołania do kadry na finały. Przypuszczam, że raczej chodzi o to drugie, ale więcej będziemy wiedzieć po meczu z USA, zaplanowanym na 26 marca. Wtedy zarysy składu wyjeżdżającego do Austrii powinny być w miarę wyraźne.
Sam mecz ze Stanami Zjednoczonym będzie zamykał pewien etap przygotowań. Po meczach na Cyprze, we Wronkach i planowanym na połowę marca meczu w Szczecinie, spotkanie z Amerykanami będzie ostatnim przed prawie dwumiesięczną przerwą (chyba, bo ustalenie pewnego terminarza spotkań kadry napotyka pewne trudności, bo różne strony podają różne mecze). Dwa spotkania planowane na maj będą miały na celu zgranie kadry i dopracowanie taktyki, a nie wybór jej wykonawców. Owszem zawsze może zdarzyć się sytuacja, że ktoś z kadry wypadnie (kontuzja, czego nikomu nie życzę, czy wypadki losowe), czy nagła eksplozja formy kogoś pozostawionego poza składem zapewni mu wyjazd last minute do Austrii, ale to będą jednostkowe przypadki. Najprawdopodobniej skład kadry zostanie ustalony pod koniec marca, a potem będą tylko kosmetyczne poprawki.
Na koniec głośna ostatnio sprawa przyznania obywatelstwa dla Rogera Guerreiro. Dla mnie jest dość oczywiste, że jak zawodnik ma polskie obywatelstwo (nieważne pierwotne czy wtórne), to ma prawo grać w polskiej reprezentacji, rzecz jasna jeśli powoła go selekcjoner, a sam piłkarz chce reprezentować nasz kraj. Czy to byłoby wzmocnienie? Nie wiem, bo może się okazać, że Roger nie pasuje pod jakiś względem selekcjonerowi i kariery w reprezentacji nie zrobi, ale zawsze warto sprawdzić tych graczy, którzy wybijają się ponad przeciętność w OE. Strach pomyśleć co by się działo, gdy Brazylijczyk wróciłby ze zgrupowania odmieniony tak, jak np. Tomasz Zahorski, oprócz tego że odwieczny problem z kreatywnym, ofensywnym środkowym pomocnikiem byłby rozwiązany na kilka lat. Narzekań w stylu obywatelstwo tak, kadra nie, nie mam zamiaru komentować. Mam jedynie nadzieję, że ci którzy teraz są przeciwko tej decyzji, nie będą się cieszyć po dobrych występach kadry na finałach ME (z Rogerem w składzie), bo w końcu trzeba być konsekwentnym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz