piątek, 31 sierpnia 2007

Utopieni w Dnieprze

Skończyła się przygoda wicemistrza Polski z Pucharem UEFA zaledwie po czterech spotkaniach. Ostatni mecz to porażka i to naprawdę bolesna, zwłaszcza że po pierwszym meczu można było mieć powody do optymizmu. Najbardziej zawiodła ta formacja, która akurat w lidze spisywała się najlepiej, czyli defensywa. Stracić cztery bramki to już spory wyczyn, ale stracić trzy w kilka minut to już naprawdę spora przesada. Gra ofensywna sprawiała i sprawia kłopoty, więc nie mogło się to zakończyć inaczej, jak porażką. Po świetnym poprzednim sezonie przyszedł kryzys i to chyba dość spory, szkoda że to akurat PGE reprezentowało Polskę w pucharach.
Najbardziej chyba niedoceniany Groclin pokonał Toboł 2:0 i pewnie awansował. Przed sezonem wydawało się, że grodziszczanie najszybciej odpadną z pucharów, zmiana trenera, rozbity środek pomocy. Jak już sezon się zaczął, to podobno w szatni piłkarze nie zgadzali się z trenerem. W tym momencie Groclin jest jedynym polskim zespołem, który gra w pucharach, jak to czasami los bywa przewrotny. Wczorajszy mecz nie stał na wysokim poziomie, ale nie mógł na takim stać z prostego powodu, korzystny wynik w pierwszym meczu, plus szybko strzelone bramki ustawiły przebieg spotkania. Gospodarze nie marnowali sił, goście nie potrafili czegoś zwojować, więc emocji też nie było. Teraz pozostaje poczekać do losowania i przekonać się, z kim Groclin zagra w następnej rundzie.
Zapomniałem dodać, jest jeden pozytyw: nie spadniemy niżej w rankingu UEFA. Co prawda mogą nas przeskoczyć Szwedzi (pięć drużyn, wszystkie grają), ale inne kraje tej szansy raczej nie mają. Tak więc cieszmy się z małych rzeczy.

Blog day 2007

Nie do końca podoba mi się pomysł tej akcji, czy pewne szczegóły, no ale skoro sam bloguję to można wziąć udział w takiej inicjatywie. No to jedziemy, kolejność przypadkowa.

1. TrueHoop
Blog o koszykówce, przede wszystkim o NBA. Koszykówka jest tym sportem, który budzi we mnie żywsze emocje, miałem nawet epizod w reprezentacji szkoły. Stąd też zainteresowanie NBA, tak więc nie mogłem nie czytać tego bloga, stojącego na znakomitym poziomie.

2. Piszę bo zapominam
Blog Adama Romańskiego też o koszykówce, ale tej krajowej.

3. Aaaby sprzedać... dodaj fotkę.
Blog o trudnej sztuce sprzedawania na Allegro, a raczej wzbogacania aukcji zdjęciem. Niektórzy powinni przynajmniej spojrzeć na zdjęcie przed opublikowaniem.

4. Fotka PE EL
Publikowanie dziwnych zdjęć, żeby coś sprzedać jeszcze rozumiem. Publikowanie zdjęć, które są dziwne, żeby się wylansować na fotce jest, no nie do końca przemyślane. Przeglądając tego bloga można znaleźć całą masę fotek, które nie powinny opuścić karty pamięci aparatu fotograficznego, a jednak wiszą w necie.

5. Michał Świgoń - niecodziennik internetowy
No i last but not least blog redaktora naczelnego Histmaga. Ostatnio nieco rzadziej aktualizowany, ale prędzej czy później sytuacja pewnie wróci do normy. Bardzo ciekawy blog z mojej perspektywy, bo autor mimo pewnych podobieństw, inaczej patrzy na świat. No i przede wszystkim redaktor Histmaga, że też jeszcze, po pięciu latach, im się chce. Podziwiam.

czwartek, 30 sierpnia 2007

Losowanie fazy grupowej

Nie ma grupy śmierci i to jest chyba najkrótsze podsumowanie dzisiejszego losowania. W każdej grupie dość łatwo wskazać faworyta do awansu. Więcej będzie walki o drugie miejsce dające awans, bo w niektórych grupach widzę ciekawie zapowiadające się spotkania. Jedną z wad (lub jak kto woli zalet) jest pewna powtarzalność meczów między tymi samymi drużynami. Chelsea znów zagra z Valencią, Roma z Manchesterem United (będzie szansa na rewanż za to 7:1), Milan z Celtikiem i pewnie jakbym przeszukał spotkania z ostatnich lat znalazłbym więcej takich par. Nie chcę oceniać czy to dobrze czy źle, już dawno pogodziłem się z tym, że prawdziwe emocje w UCL zaczynają się dopiero w fazie pucharowej, wcześniej są tylko przebłyski. Ciekawe kto sprawi niespodziankę, np. awansując mimo rozstawienia w czwartym koszyku. Zastanawiam się czy to nie będzie Glasgow Rangers, mający ciekawych rywali. Lyon wszedł w pewien okres przejściowy, VfB Stuttgart nie radzi sobie w Bundeslidze tak więc jest pewna szansa przed szkockim klubem, żeby awansować z grupy. Z drugiej strony faza grupowa zaczyna się dopiero 18 września, więc do tego czasu może się wiele zmienić, zwłaszcza że okienko transferowe wciąż jest otwarte. Jedno co mnie niepokoi, nie stęskniłem się w tym roku za Ligą Mistrzów.

Same smutne wiadomości

Końcówka sierpnia (a właściwie ostatnia dekada miesiąca) przyniosła wiele tragicznych zdarzeń związanych z piłką nożną. Trzech piłkarzy zmarło, można rzec przy wykonywaniu swojej pracy: Anton Reid, Antonio Puerta i wczoraj gracz Hapoelu Beer Szewa Chaswe Nsofwa. Ray Jones, gracz Queens Park Rangers zginął w wypadku samochodowym 25 sierpnia, miał zaledwie 18 lat. 22 sierpnia został zamordowany Rhys Milford Jones, jedenastoletni kibic Evertonu. Natomiast 28 sierpnia w przerwie meczu w Pucharze Ligi, ataku serca doznał Clive Clarke i obecnie jest w szpitalu. Na szczęście jego stan zdrowia się poprawia.
Mam nadzieję, że ta fatalna seria się już skończyła i już nigdy nie wróci.

środa, 29 sierpnia 2007

Gorączka zamykającego się okienka

Im bliżej końca sierpnia, tym większe mam wrażenie, że władzę w klubach przejmują żony menadżerów, które ruszają na zakupy. W prasie widać ciekawie zapowiadające się transfery, które mogą trochę zmienić układ sił. Co ciekawe to dwa największe kluby w ostatnich latach (Man Utd i Chelsea) zamierzają dokonać zmian w składzie. Mistrzowie Anglii zostali w tym momencie z trzema napastnikami w składzie, po tym jak karierę zakończył Ole Gunnar Solskjær, ale z tych trzech tylko jeden jest obecnie zdrowy. Forma Louisa Sahy jest wielką niewiadomą, Rooney ma wrócić za miesiąc, a Tevez chyba ma pewien kłopot z aklimatyzacją. Mówi się o Dymitarze Barbatovie, ale Tottenham żąda za niego olbrzymich pieniędzy. Yakubu na pewno nie trafi na Old Trafford, bo dzisiaj przeszedł do Evertonu, ale zostają inni kandydaci. Kłopot w tym, że inne kluby też są zainteresowane tym zawodnikami. Nicolas Anelka jest przymierzany najmocniej chyba do Portsmouth (i do x innych klubów), bo Harry Redknapp chce sprzedać nawet Davida Nugenta, żeby mieć pieniądze na Francuza. Normalnie nie byłoby w tym nic dziwnego, ale Anglik zmienił już barwy klubowe w lipcu tego roku. Teraz interesuje się nim zespół Derby, który ma kłopot ze zdobywaniem punktów i ogólnie z napastnikami. Jermain Defoe również jest rozchwytywany, a zainteresowanie ze strony Chelsea brzmi dość sensacyjnie. Kluby mają się wymienić zawodnikami, w jedną stronę Defoe, w drugą SWP. To byłaby dość ciekawa zmiana, Chelsea ma w końcu czterech napastników, nie widzę za bardzo miejsca dla piątego. Kilka innych klubów także chce kupić Defoe przed końcem okienka, tak więc myślę że Anglik raczej opuści klub z Londynu, chyba że Berbatov wcześniej zmieni barwy klubowe. Martin Jol raczej nie zdecyduje się na pozostawienie w składzie tylko dwóch napastników, zwłaszcza że zespół ma walczyć o miejsce dające prawo gry w UCL. Middlesbrough pozyskało tego rezerwowego, Ahmeda Hossama "Mido", który swego czasu wygrał rywalizację z Grzegorzem Rasiakiem, ale po transferze Berbatova popadł w niełaskę. Teraz ma mocne wejście do nowego klubu, w dwóch meczach strzelił dwie bramki, ale zastąpienie Yakubu to będzie naprawdę spore wyzwanie.
Bardzo aktywnym klubem, pojawiającym się w wielu spekulacjach prasowych, jest Manchester City. Nowy menadżer, dobry start chyba rozbudziły nieco apetyty. Oprócz standardowych nazwisk, pojawia się nazwisko pewnego Brazylijczyka z Interu. Ewentualne ściągnięcie Adriano do Anglii byłoby naprawdę sporym hitem, jednak wydaje mi się, że Brazylijczyk zdecyduje się raczej pozostać we Włoszech. Ewentualnie może wybierze Londyn, bo jego usługami jest też zainteresowany West Ham, ale moim zdaniem liga angielska nie jest dobrym miejscem, żeby odbudować formę sportową, zwłaszcza dla zawodnika, który nie miał z nią wcześniej kontaktu. W ogóle City chce pozyskać podobno wielu zawodników, a co nazwisko to coraz ciekawiej. Nie wierzę za bardzo w transfery Baptisty czy Motty, ale może magia nazwiska menadżera klubu coś zwojuje.
Doniesień w sprawie Chelsea - Ronaldinho nie mam zamiaru jakoś komentować, po prostu nie wierzę w taki zakup. Co prawda Chelsea stać na tego zawodnika, ale nie sądzę, że Brazylijczyk porwie się na ligę angielską, gdzie nie ma za bardzo czasu i miejsca żeby czarować rywali techniką, nie mówiąc o tym, że gra na tej samej pozycji co Frank Lampard. Wciąż nierozwiązana jest sprawa transferu Dani Alvesa, ale ona jest w cieniu po śmierci Antonio Puerty.
Teoretycznie nie powinno być jakichś hitowych transferów w tych ostatnich godzinach, bo angielskie kluby wydały masę pieniędzy już wcześniej, ale jakieś tam rezerwy na czarną godzinę chyba są. Kto wie, może zostaną użyte.

wtorek, 28 sierpnia 2007

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

5 kolejka OE

Nastawiałem się na emocjonujące i ciekawe spotkanie w Bełchatowie, gdzie przyjechała rozpędzona Wisła Kraków. Miał być hit, a wyszedł kit, bo spotkanie było bardzo nudne. W ten sposób Legia została samodzielnym liderem, ale w następnej kolejce czeka ją mecz prawdy w Lubinie. Dopiero to spotkanie pokaże jak silna jest Legia. Reszta spotkań bez jakichś większych sensacji, ci którzy mieli wygrać wygrali. Zaskoczyła in minus Cracovia, bo ŁKS gra słabo w tym sezonie. Liga mniej więcej się podzieliła i określiła, które drużyny o co walczą. Czołówka bez większych niespodzianek, środek tabeli też już się krystalizuje. Wysoka pozycja Jagiellonii wynika z tego, że cztery spotkania grała u siebie. Nie sądzę, że Bełchatów awansuje jakoś mocno w tabeli, po prostu po dobrym sezonie przyszedł słabszy. Jak Łukasz Garguła wróci do formy, to PGE będzie miało szansę wspiąć się o kilka oczek, ale straty punktowe do czołówki są już dość duże. Z drużyn które są w dole tabeli, awansować powinien Widzew, który miał bardzo trudny terminarz w pierwszych kolejkach. Teraz przed łodzianami nieco łatwiejsze spotkania, powinno być lepiej. Zastanawiam się od którego miejsca nastąpi podział na drużyny środka, a te walczące przed spadkiem. W tym skrajnym wariancie aż siedem ostatnich drużyn może walczyć o pozostanie w lidze (rzecz jasna poza Bełchatowem), a to dobre dla kibica, bo zredukuje to liczbę spotkań bez stawki.
5 kolejek i 83 bramki, tak więc średnia to ponad dwie bramki na spotkanie. Z drugiej strony ten wynik to głównie zasługa trzech drużyn: Lecha, Legii i Wisły, które razem zdobyły już 32 bramki. Lech też jest drużyną, na której meczach pada najwięcej bramek, do tej pory 15, czyli trzy na kolejkę. Na drugim miejscu jest Zagłębie Sosnowiec (14 bramek), ale to dlatego, że rywale wbili sosnowiczanom aż 11 goli. Na drugim biegunie jest PGE, w meczach z udziałem tej drużyny padły tylko trzy bramki. Podobne sukcesy ma Cracovia, ŁKS i Polonia Bytom, odpowiednio pięć, sześć i siedem bramek padło w meczach tych drużyn. Przynajmniej wiadomo dlaczego mecz Cracovii z ŁKS zakończył się bezbramkowym remisem.

4 Gameweek

Skończyło się kilka serii w tej kolejce, przede wszystkim swój mecz wygrał Bolton, który po zmianie menadżera wystartował fatalnie przegrywając trzy pierwsze spotkania. Pokonanie 3:0 drużyny Reading powinno zwiastować lepsze czasy, ale całkiem możliwe, że klub opuści w tym okienku kilku zawodników, miedzy innymi Nicolas Anelka i El-Hadji Diouf, bohaterowie tego spotkania. Skończyła się także piękna seria Manchesteru City, który przegrał w Londynie z Arsenalem. Kanonierzy tradycyjnie komplikowali rozegranie akcji maksymalnie, ale wygrać się udało. Citizens nie pokazali niczego ciekawego, aż dziwne że to był lider. Teraz prawdopodobnie czeka ich powrót do szeregu, chociaż Eriksson może coś zmienić.
Wielka czwórka solidarnie wygrała swoje mecze. Chelsea pokonała najskromniej jak się da Portsmouth, ale dzięki temu zwycięstwu zajmuje pozycję lidera. Liverpool natomiast pokazuje, że będzie walczył o tytuł. W tamtym sezonie nie do końca radził sobie ze słabszymi drużynami, teraz wydaje się, że będzie w takich meczach zbierał zwycięstwa. Przełamał się Manchester United, ale nie dokonał tego w jakimś porażającym stylu. Zastanawiałem się jak wypadnie Tottenham po tym całym zawirowaniu związanym ze zwalnianiem Martina Jola i nie wyglądało to źle. Już w 21 sekundzie Robbie Keane trafił w poprzeczkę, a potem United, mimo przewagi w posiadaniu piłki, męczyło się okrutnie ze sforsowaniem defensywy gości. Były szanse, ale dobrze bronił Paul Robinson, który chciał chyba się zrehabilitować za błąd w meczu z Niemcami. W drugiej połowie to Tottenham atakował groźniej, dwa razy obrońcy mistrza Anglii wybijali piłkę praktycznie z linii bramkowej, ale kapitalny strzał Naniego dał prowadzenie gospodarzom. Wynik już się nie zmienił, a pewną ironią losu jest fakt, że w końcówce gospodarze grali bez nominalnego napastnika. Przełamanie passy złych wyników na pewno cieszy, ale Manchester nie grał zdecydowanie lepiej niż goście. W takiej formie obrona tytułu mistrzowskiego może okazać się wyzwaniem ponad siły Czerwonych Diabłów. Nabytki na razie wyglądają słabo, Tevez gra, bo inni napastnicy są kontuzjowani. Nani przypomina mi trochę Cristiano Ronaldo na początku kariery na Old Trafford, czyli dużo szumu, mało efektów. Strzelił bramkę, ale jego gra pozostawia wiele do życzenia. Najlepiej wypada na tym tle Owen Hargreaves, ale to defensywny pomocnik. Zastanawiam się kto straci miejsce w pierwszym składzie po powrocie Ronaldo. Powinien Nani, ale skoro Giggs musi grać w ataku, to wypada na Carricka. W dwóch ostatnich spotkaniach to właśnie on schodził z boiska, a Hargreaves grał do końca. Jak dla mnie to dość czytelny sygnał kto ma mocniejszą pozycję w składzie.

Walsall przegrało ze Swansea 1:3 na swoim stadionie. Zaczęło się dobrze, wracający do gry Martin Butler w siódmej minucie otworzył wynik spotkania, ale kolejne bramki strzelali już goście. Podobno ta druga bramka była wątpliwa, bo piłka miała nie przekroczyć linii bramkowej, ale sędzia gola uznał. Potem, w 64 minucie, Ian Roper obejrzał czerwoną kartkę, goście wykorzystali rzut karny i było po meczu. W tym momencie Walsall zajmuje miejsce spadkowe, mając na koncie tylko jeden punkt.

czwartek, 23 sierpnia 2007

Dzień dobrych wyników

Rywale Polski w grupie A eliminacji do ME 2008 postanowili pogubić punkty. Portugalia zremisowała w Armenii, Serbia uległa w Belgii. Wyłamała się z tego schematu Finlandia, ale Finów czekają jeszcze spotkania w Serbii, Belgii i Portugalii, więc akurat trudno w nich upatrywać faworyta do awansu. Patrząc na te wyniki tym bardziej szkoda porażki z Armenią na początku czerwca, bo teraz Polacy byliby bardzo blisko awansu. Wszystko zmierza do tego, że meczem decydującym będzie listopadowe spotkanie w Serbii, no ale na razie nie ma co wybiegać tak daleko w przyszłość.
W innych grupach nie działo się właściwie nic ciekawego, Estonia kończyła w dziewiątkę, ale pokonała Andorę, natomiast Irlandia Północna, już z nowym selekcjonerem, wskoczyła na drugie miejsce w grupie po zwycięstwie nad Liechtensteinem. Jak patrzę w terminarz jakie spotkania czekają Irlandczyków, to myślę że pozycja wicelidera szybko zostanie stracona na rzecz Hiszpanów, a jej odzyskanie to zadanie ponad siły. To jednak zbyt słaba reprezentacja, by w czterech meczach wyjazdowych walczyć o awans. Udane występy na początku eliminacji nie mogę tego zmienić.

poniedziałek, 20 sierpnia 2007

Anton Reid

Bardzo smutna informacja nadeszła dzisiaj z Banks's Stadium. Anton Reid, szesnastoletni zawodnik szkółki klubowej zmarł podczas treningu. Oto oficjalny komunikat ze strony klubu:
IT IS with great sadness that we announce the loss of one of our young apprentice players, Anton Reid.
The 16 year-old first-year youth team player collapsed and died during a training session on Monday morning at the University of Aston Training Ground.
Players and staff have been left heartbroken by this terrible tragedy.
As a mark of respect, tomorrow night's Pontin's Holidays League fixture versus Wolverhampton Wanderers has been postponed and the flags at the Banks's Stadium are flying at half-mast.
Our thoughts and prayers are with Anton's parents, family and friends at this very sad time.

4 kolejka OE

Już po czterech kolejkach dwie drużyny mają pięć punktów przewagi nad całą stawką i można założyć, że sprawa tytułu mistrzowskiego rozstrzygnie się między nimi. Wisła i Legia prowadzi z kompletem punktów, a cała reszta drużyn notuje słabsze, lub bardzo słabe występy. Na razie lepsze wrażenie sprawiają krakowianie, którzy wygrali w Lubinie i zdemolowali Koronę, natomiast Legia praktycznie w każdym meczu wygrywa dzięki szczęściu, ale punkty są te same.
Mecz drużyn grających w pucharach rozczarował, bo na boisku niepodzielnie rządził chaos, przypadek i niedokładność. Niewiele celnych strzałów, żywszych akcji czy emocji. Jedyny gorętszy moment to zmiana Piotra Rockiego, który od razu udał się do szatni. Wicemistrz Polski rozczarowuje, chyba dopiero teraz widać tę lukę po odejściu Radosława Matusiaka. Rok temu bełchatowianie w czterech pierwszych meczach ligowych strzelili 11 bramek, teraz tylko dwie. Występy w pucharach nie mogą tłumaczyć wszystkiego. Za tydzień mecz z Wisłą, który powinien dać odpowiedzi na kilka pytań. Całkiem inny był mecz Zagłębia z Lechem. Ja oglądałem je naprawdę z przyjemnością, szkoda że nie padły dalsze bramki. Ten remis to sukces gości, bo grali oni bez Piotra Reissa, a mimo to potrafili urwać punkt mistrzom Polski.
Reszta spotkań w miarę planowo. Górnik Zabrze się w końcu przełamał, akurat w meczu derbowym z Ruchem Chorzów. Co prawda pomógł sędzia, bo jak dla mnie karnego nie powinno być (czerwonej kartki dla bramkarza gości również), no ale trzy punkty dla zabrzan są faktem. Na uwagę zasługuje też pierwsze zwycięstwo Zagłębia Sosnowiec, drużyny która musi bardzo mocno walczyć, żeby nie zająć jednego z dwóch ostatnich miejsc. Jeszcze długa i daleka droga przed piłkarzami tego klubu, ale to zwycięstwo to pewien promyk nadziei.

3 Gameweek

W tej kolejce na pierwszym planie było spotkanie Liverpoolu z Chelsea, spotkanie które zakończyło się remisem. Niestety decyzja arbitra, którym był w tym meczu Rob Styles, trafiła na nagłówki, bo tego rzutu karnego dla gości być nie powinno. Druga kontrowersyjna decyzja to półtorej żółtej kartki dla Essiena. Ja miałem wrażenie, zresztą nie tylko ja, że zawodnik Chelsea otrzymał drugie napomnienie, a czerwonej kartki już nie zobaczył. Po meczu okazało się, że to jednak tylko John Terry otrzymał kartkę w tym zdarzeniu, ale pewien niesmak pozostał. Samo spotkanie obfitowało w walkę i to taką bez odstawiania nogi. Liverpool dość szybko wyszedł na prowadzenie, po tym jak Torres minął bez kłopotu Ben Haima i strzałem w długi róg pokonał bramkarza Chelsea. Tak czytam komentarze i wszyscy niemal chwalą Hiszpana, ale mi się nie podoba wymuszanie przewinień przez napastnika The Reds. To jest tylko i wyłącznie liczenie na to, że sędzia da się oszukać. Chelsea nie stworzyła sobie jakiś poważniejszych sytuacji, brakowało takiej siły ofensywnej, pewnej kreatywności. Myślę że bez tego karnego Chelsea nie wyrównałaby, chociaż z drugiej strony zespół nie raz udowodnił, że potrafi grać do końca. W końcu Essien trafiłby do pomocy, a to pozwoliłoby londyńczykom na rozwinięcie skrzydeł.
Drugie spotkanie które elektryzowało kibiców to derby Manchesteru. Wygrali gospodarze 1:0, a ten wynik oznacza, że obrońca tytułu jeszcze nie wygrał w tym sezonie. W poprzednich rozgrywkach gracze sir Alexa Fergusona zremisowali i przegrali po pięć spotkań. Teraz wypełnili już 30% tej normy, a to powinno być powodem do niepokoju. Bez Ronaldo i Rooneya ten zespół traci bardzo wiele ze swojego potencjału ofensywnego. Nani nie jest jeszcze graczem mogącym samemu ciągnąć grę United, ale i tak na końcu potrzebna jest skuteczność. Tamten sezon Czerwone Diabły wygrały dzięki temu, że strzelały dużo bramek. Teraz zespół potrafił tylko raz pokonać bramkarza rywali w trzech spotkaniach. Nie sądzę, że ta nieskuteczność się utrzyma, ale to jest bardzo poważny problem, bo zespół tak rzadko trafiający do siatki rywali ma poważne kłopoty z utrzymaniem się w lidze. Manchester City z kolei może pochwalić się wręcz znakomitą skutecznością, w pierwszej połowie nie stworzyli praktycznie żadnej akcji poza tą zakończoną zdobyciem bramki. Druga połowa wyglądała ciut lepiej, ale i tak to goście dominowali na boisku i powinni strzelić minimum bramkę. Tevez w końcówce pomylił się stojąc tuż przed bramką i to chyba najlepiej podsumowuje grę gości w tym spotkaniu. Dobrze szło do momentu kontaktu z obroną City, gdzie Dunne i Richards grali na poziomie światowym. Trzy mecze i siedem punktów, tyle straciło już United w tym sezonie, a Chelsea wypracowała sobie pięć punktów przewagi. To jest już naprawdę spory dystans, bo jak londyńczycy zaskoczą, to zaczną seryjnie wygrywać i dogonienie ich w tabeli może być niemożliwe.
Przełamał się Tottenham wygrywając z Derby 4:0, ale ten mecz tak faktycznie nie daje odpowiedzi na pytanie czy gospodarze będą o coś walczyć w tym sezonie. Derby to niemal pewny kandydat do spadku, chyba najsłabsza drużyna w całej lidze, tak więc dopiero mecz na Old Trafford da odpowiedź, która drużyna wyszła z kryzysu.
Zaskakuje Wigan, bo po dwóch zwycięstwach jest na trzecim miejscu. Na pewno go nie utrzyma do końca rozgrywek, ale w takiej dyspozycji nie powinni gracze Latics martwić się o pozostanie w Premier League. Arsenal stracił punkty po błędzie Jensa Lehmanna (to już drugi błąd w tym sezonie), a za tydzień mecz z liderem. Na występ Fabiańskiego bym nie liczył, ale na ławkę rezerwowych już prędzej. Podobnie pobłądził Tony Warner z Fulham, który sam sobie wrzucił piłkę do siatki po strzale Mido. Gospodarze mieli w tym meczu olbrzymiego pecha, najpierw Brian McBride strzelając gola doznał kontuzji i nie zagra przez kilka miesięcy, potem błąd Warnera, potem Dempsey jakimś cudem nie trafił z trzech metrów do pustej bramki, a na koniec, już przy prowadzeniu gości, Healy strzelił gola, którego nie uznał sędzia. Do tego jeszcze kontuzja Bouazzy i na tym kończą się nieszczęścia gospodarzy. Drugiego tak pechowego meczu Fulham raczej już nie zagra w tym sezonie.

Walsall przegrało swój pierwszy mecz wyjazdowy z Leyton Orient 0:1. Podobno nie było tak źle, jak sugeruje wynik (gospodarze mieli jeszcze rzut karny, który wybronił Clayton Ince), ale zabrakło napastnika. W tym momencie to jest jednak wciąż największy problem zespołu. Do końca okienka zostało jeszce kilka dni, może uda się jeszcze kogoś ściągnąć.

piątek, 17 sierpnia 2007

Miła niespodzianka

Po występach w poprzedniej rundzie kwalifikacji do Pucharu UEFA spodziewałem się wszystkiego co najgorsze we wczorajszych meczach, bo rywale byli silniejsi niż wyeliminowani poprzednio, a gra Groclinu i PGE nie dawała powodów do optymizmu. Nie było jednak tak źle, można powiedzieć że było nawet dobrze, bo obie polskie drużyny osiągnęły wynik promujący je do następnej rundy. To rywale będą musieli atakować, a przecież gra z kontry to jest chyba to, co polskie drużyny potrafią najlepiej. Gra przed własną publicznością będzie kolejnym atutem. Spotkania rewanżowe dopiero za dwa tygodnie, ale można być optymistą. Tego ostatnio brakowało w kontekście występów polskich drużyn w europejskich pucharach.

czwartek, 16 sierpnia 2007

2 Gameweek

W Anglii piłkarze nie odpoczywają, kolejną kolejkę grano w środku tygodnia, dlatego nie mogły w niej uczestniczyć drużyny walczące o awans do fazy grupowej UCL. Zaczęło się od kolejnej wpadki Tottenhamu, który tym razem przegrał na White Hart Lane z Evertonem. Nie chciałbym być teraz w skórze Martina Jola, bo to druga porażka, dystans do miejsc pucharowych się zwiększa błyskawicznie, a działacze zaczną się pewnie pytać dlaczego, mimo wydania tylu pieniędzy, zespół ma na koncie zero punktów. Dodatkowo dwa tygodnie odpocznie Berbatov z powodu kontuzji. Na drugim biegunie jest Everton, dwa mecze, komplet punktów. Wszystko wskazuje na to, że tradycja przeplatania dobrych i słabych sezonów się skończyła. W środę Chelsea wymęczyła zwycięstwo na Madejski Stadium, dobrą grę pokazując przez kilka minut. Pierwsza połowa to wyraźna przewaga gospodarzy, którzy mogli strzelić jeszcze jedną bramkę, a błąd Čecha nie powinien się zdarzyć. W drugiej połowie Chelsea pokazała pięć minut dobrej gry, która pozwoliła wyjść na prowadzenie, kilkanaście minut w miarę znośnej, a potem znów do głosu doszli gracze Reading, ale już nie strzelili gola wyrównującego. Na pewno na taką grę wpływ miał mecz niedzielny, w końcu Chelsea jedzie do Liverpoolu na mecz z The Reds. Manchester United traci punkty zaskakująco łatwo. Wiem że Portsmouth to dość silna drużyna, ale Czerwone Diabły po słabym początku sezonu powinny to spotkanie wygrać. Remis jak remis, dwa punkty można nadrobić, ale strata Cristiano Ronaldo na trzy spotkania (kara za czerwoną kartkę) może zaboleć dużo bardziej. To wydarzenie przyćmiło debiut Carlosa Teveza, okraszony asystą. Reszta wyników już nie zaskakuje tak bardzo, ci którzy mieli wygrać to wygrali. W meczu beniaminków padł remis, ale Birmingham raczej nie jest z tego zadowolony.

Odbyła się również pierwsza runda Carling Cup. Walsall odpadło przegrywając ze Swansea na wyjeździe 2:0. W tym sezonie najważniejsze jest utrzymanie się w lidze, tak więc ta porażka mnie niespecjalnie martwi. Spodziewałem się wystawienia rezerwowego składu, ale grali ci sami zawodnicy, którzy w sobotę zremisowali z Carlisle.

poniedziałek, 13 sierpnia 2007

1 Gameweek

Sezon zaczął się meczem Sunderlandu z Tottenhamem i od razu mamy niespodziankę. To goście byli faworytem tego meczu, jednak nie potrafili pokonać debiutującego w barwach gospodarzy Craiga Gordona, a w doliczonym czasie gry Michael Chopra strzelił bramkę, dającą trzy punkty Sunderlandowi oraz zapewniającą wymarzony debiut. Falstart londyńczyków i strata cennych punktów, bo wielka czwórka raczej nie straci punktów na Stadium of Light.
Zaskoczył mnie Manchester City. Gospodarze tego spotkania, zespół West Ham, zagrali bardzo słaby mecz, a goście, mając tylu nowych zawodników w składzie, prezentowali się o wiele lepiej. Zasłużenie wygrali, ale muszą pamiętać, że jeden udany mecz to dopiero początek drogi. Natomiast West Ham bez Teveza prezentuje się bardzo ubogo w ofensywie. Powrót Sama Allardyce'a do Boltonu wypadł znakomicie dla jego nowej drużyny, bo trzy bramki strzelone jeszcze przed przerwą ustaliły zwycięzcę. Trafienie Nicolasa Anelki było tylko honorowym golem.
Wspominana wielka czwórka zaczęła dość słabo. Najtrudniejszego przeciwnika miał Liverpool, ale jednak Aston Villę pokonał dzięki kapitalnemu trafieniu Stevena Gerrarda. Arsenal zaczął od błędu Lehmana, ale zdołał wygrać swój mecz z Fulham. Chelsea miała pewne kłopoty z Birmingham, ale ostatecznie także wygrała i zainkasowała trzy punkty. Najgorzej wyszedł na tym Manchester United, bo nie tylko stracił dwa punkty w meczu z Reading, ale również Rooneya z powodu kontuzji. Na pewno nie takiej inauguracji sezonu spodziewano się na Old Trafford.

Walsall zaczęło od remisu z Carlisle. Słaba pierwsza połowa, a miarę udana druga, Tommy Mooney strzelający gola w dniu urodzin. Goście to dość silna ekipa, mogąca włączyć się do walki o play-offy, tak więc punkt z tego meczu cieszy.

3 kolejka OE

Zaczęło się od pogromu Korony, która pod Wawelem dostała cztery bramki, a mogła stracić jeszcze kolejne. Ten wynik jednak jest trochę za wysoki, bo to błędy w defensywie gości ustawiły przebieg meczu, a jak już Korona bramkę strzeliła (Piotr Świerczewski) to akurat nikt jej nie widział. Wisła takich błędów nie popełniała, ale kilka razy interwencje defensywy mogły budzić zaniepokojenie. Powiedziałbym, że w meczach z silniejszymi rywalami krakowianie mogą mieć kłopoty, ale przecież przed tygodniem wygrali w Lubinie. Jeśli utrzymają swoją formę, to innym drużynom pozostanie walka o drugie miejsce. Reszta spotkań w miarę planowo, Odra jedynie wyłamała się ze schematu i tym razem straciła punkty w ostatniej minucie. Ci beniaminkowie, którzy mieli wygrać swoje mecze uczynili to, za każdym razem strzelając jedną bramkę. Niepokojąca jest postawa Górnika Zabrze, który przegrał już drugi mecz różnicą trzech bramek i zaczyna tracić pomału dystans do peletonu.
Rozczarował mnie PGE GKS Bełchatów przegrywając z Zagłębiem. W ostatnim sezonie lubinianie wyrwali mistrzostwo graczom Oresta Lenczyka praktycznie tuż przed metą i spodziewałem się, że to spotkanie ligowe będzie czymś w rodzaju rewanżu. Zawiodłem się, bo mecz nie był za ciekawy. Jedyna ozdoba to bramka Macieja Iwańskiego, można powiedzieć stadiony świata. Zagłębie w ten sposób chyba już uporało się psychicznie z porażką w Rumunii, co powinno mieć pozytywne przełożenie na emocje w lidze. W niedzielę Legia zagrała bardzo podobnie jak w meczu z Cracovią. W miarę szybko zdobyty gol, potem oddanie inicjatywy i czekanie na końcowy gwizdek. Dwa razy się udało, po drodze było słabiutkie Zabrze, ale w meczach z rywalami trochę bardziej wymagającymi, taka taktyka może zawieść.

czwartek, 9 sierpnia 2007

Walsall przed sezonem

Transfery do klubu: Danny Sonner, Paul Hall, Tommy Mooney, Carlos Carneiro, Paul Boertien, Eddy Sonko, Rhys Weston
Transfery z klubu: Tony Bedeau, Craig Pead, Kris Taylor, Hector Sam, Mark Wright, Par Cederqvist, Geordie Lyall, Chris Westwood, Dean Keates
Menadżer: Richard Money

Sparingi:
Worcester (A) 0:0
Halesowen (A) 2:0
Birmingham (H) 0:2
Kidderminster (A) 0:0
Burton Albion (A) 2:1
Aston Villa (H) 1:1

Trochę smutne to okienko, bo odeszło wielu zawodników już zżytych z klubem. Szkoda zwłaszcza Deana Keatesa, urodzonego w Walsall i będącego wychowankiem klubu. Według BBC kluczowym graczem ma być Tommy Mooney i oby to się sprawdziło, bo bez solidnego napastnika zespół daleko nie zajedzie. Klub czeka obrona przed spadkiem i to będzie trudne wyzwanie, bo z ligi spadają cztery zespoły. Bukmacherzy zdecydowanie skazują klub na walkę w dole tabeli, ale ja mam nadzieję, że uda się spokojnie zająć bezpieczne miejsce i pomału budować silniejszą drużynę. W tym roku rozgrywki League One będą miały nieco większe zainteresowanie w Polsce, a to za sprawą drużyny Leeds, która zaczyna sezon z bilansem minus 15 punktów dopiero w trzeciej lidze. Trudno uwierzyć jak łatwo może upaść klub piłkarski.

A tutaj jest małe podsumowanie szans zespołów, opracowane przez BBC.

Premier League 2007/2008

Sezon rusza już za dwa dni, tak więc czas na prognozy i przemyślenia przedsezonowe, oraz ostateczne ustalenie składu w Fantasy Premier League. Co prawda ostateczny skład zespołów nie jest jeszcze znany, bo okienko transferowe kończy się 31 sierpnia o północy, a z reguły w tym dniu dochodzi do jakiegoś ważnego transferu, ale kadry większości klubów są już praktycznie skompletowane. Jaki będzie ten szesnasty w historii Premier League sezon? Mam nadzieję, że ciekawy, a odpowiedzi na większość pytań poznamy dopiero w ostatniej kolejce. Zapowiada się ostra walka na kilku frontach, bo zarówno o tytuł, o małe mistrzostwo Anglii, jak i o uniknięcie spadku walczyć będzie kilka zespołów. Angielskie kluby szalały na rynku transferowym wydając grube miliony, a na boiskach ujrzymy wielu nowych zawodników, którzy mogą być gwiazdami, ale niekoniecznie już w pierwszym swoim sezonie na Wyspach. Szkoda, że nie zanosi się że to będzie sezon z poważnymi polskimi akcentami. Bramkarze raczej będą siedzieć na ławce rezerwowych, a wśród graczy z pola trudno znaleźć takiego, który będzie grał regularnie. Trochę na siłę można tu uwzględnić Andrew Johnsona z Evertonu.
Jedna mała uwaga, w przypadku wielu klubów piszę o szansach na zajęcie miejsca dającego prawo gry w pucharach. Kłopot polega na tym, że to są tylko dwa miejsca, jedno w Pucharze UEFA, a drugie w Pucharze Intertoto. Dwa pozostałe przeznaczone są dla zwycięzców pucharów krajowych. Jeśli będziemy mieli powtórkę poprzedniego sezonu, gdzie kluby wielkiej czwórki grały w finałach tych rozgrywek, to automatycznie są trzy miejsca dające prawo gry w Pucharze UEFA. Jeśli nie, to tylko zespół z piątego miejsca w tabeli będzie miał zapewniony udział w tych rozgrywkach. Tak więc słowa "miejsce pucharowe" nalezy rozumieć jako lokaty 6-7, może 8 ze względu na Intertoto.

Arsenal
Jeśli chodzi o prognozę w stosunku do Kanonierów, to najtrafniejszy zwrot brzmi "niewiadoma sezonu". Klub opuścił Thierry Henry, gracz bez którego trudno sobie było wyobrazić ten zespół, kapitan, najlepszy napastnik, zawodnik który jak żaden inny nie miał takiego wpływu na wyniki swojego zespołu. W tym momencie Arsenal stoi przed sezonem przejściowym i równie dobrze może powtórzyć sukces drużyny kobiecej z poprzedniego sezonu (poczwórna korona), jak i spaść z ligi. Jest grupa młodych zawodników, ale już doświadczonych, jest menadżer zespołu, który konsekwentnie odmładza skład i bardzo wierzy w tych wszystkich młodych piłkarzy. Bardzo wiele zależy od tego, jak ci zawodnicy zareagują psychicznie na odejście swojego kapitana. Jeśli potraktują to jako przejaw zaufania do ich umiejętności, pewnego czytelnego sygnału, że klub stawia na nich, to mogą osiągnąć naprawdę wiele. Jest kilku piłkarzy, którzy w końcu mogą zabłysnąć i wreszcie mieć całą scenę dla siebie. Dopóki w klubie był Henry, to i tak na nim koncentrowała się uwaga mediów, kibiców, nawet jak nie grał, albo robił to słabiej. Reszta piłkarzy i tak była w cieniu, dopiero w tym sezonie oni z tego cienia mogą wyjść. Pomoc w składzie Hleb-Rosicky-Fabregas ma niesamowity potencjał i aż strach pomyśleć co może osiągnąć, jeśli go wykorzysta. W ataku powinien brylować Robin van Persie, który połowę poprzednich rozgrywek stracił z powodu kontuzji, ale do momentu jej odniesienia pokazywał, że może być równie dobry jak Henry. Jest też nowy brazylijski nabytek z Chorwacji, który piłkę w polu karnym ściąga niczym magnes. Nie sądzę że Eduardo da Silva od razu będzie strzelał gole jak na zawołanie, ale jego rekord strzelecki świadczy o tym, że jest bardzo groźnym zawodnikiem. Za defensywę odpowiadają bardzo doświadczeni gracze: Touré, Gallas oraz Gilberto Silva i powinni oni wnieść do drużyny niezbędną porcję doświadczenia i opanowania. Jeśli to wszystko zaskoczy, a zespół zacznie od zwycięstw, co podbuduje tych graczy, to Arsenal ma szansę wywalczyć wiele w tym sezonie i przysporzyć swoim kibicom wielu powodów do radości. Jednak jeśli sezon zacznie się źle, to niemal natychmiast pojawią się pretensje i zarzuty w stronę Arsena Wengera, że sprzedał Henry'ego i nie kupił nikogo wartościowego na jego miejsce. Trudno sobie wyobrazić jakie to może mieć następstwa dla drużyny.

Aston Villa
Stopniowo i powoli powstaje drużyna, która może powalczyć o miejsce pucharowe. Ostatni sezon był przeciętny, zakończony 11 miejscem, ale teraz powinno być lepiej. Może nie dokupiono wielkich nazwisk (bo tylko Reo-Coker i Harewood), ale ci wszyscy młodzi zawodnicy, którzy są w klubie powinni zagrać lepiej, niż sezon temu. Do końca sierpnia pozostało jeszcze tyle czasu, że klub może kogoś kupić, tak aby uzupełnić skład. Lukę na pozycji bramkarza uzupełniono właściwie dzisiaj, a to może zapowiadać kolejne transfery.

Birmingham
Pierwszy z beniaminków. Ostatnie sezony pokazują, że ktoś z tego grona zaskakuje wszystkich i osiąga rezultaty dużo lepsze, niż można było przypuszczać. Czy będzie to Birmingham? Trudno powiedzieć, jedno jest pewne, solidnie wzmocniono skład wydając spore pieniądze. Dwa sezony temu zespół spadał z Premier League, tracąc do bezpiecznego miejsca cztery punkty. Od tego czasu kluby, które wtedy się utrzymały, bardzo się wzmocniły i są w zupełnie innym miejscu, niż teraz Birmingham. Najprawdopodobniej klub będzie walczył o utrzymanie do samego końca, a wiele może zależeć od zimowego okienka transferowego.

Blackburn
Ciekawe które miejsce zajmie w tym sezonie zespół z Ewood Park. Spotkania z Vėtra zakończyły się bilansem 6:0, więc drużyna wydaje się być dobrze przygotowana do sezonu. Na razie udało się też zatrzymać McCarthy'ego, pozyskać Santa Cruza z Bayernu i niezwykle ciekawie zapowiadającego się Maceo Rigtersa, tak więc można uznać, że skład wzmocniono. Najprawdopodobniej Blackburn zajmie pozycję w górnej połówce tabeli, może powalczy o miejsce dające prawo gry w pucharach.

Bolton
Pierwszy sezon bez Sama Allardyce'a. Jego zastępca odniósł na razie jeden mały sukcesik, zatrzymał w klubie Nicolasa Anelkę, ale to wciąż nie koniec okienka. Reszta graczy, która miała odejść z klubu zdecydowała się pozostać, więc skład nie doznał poważniejszych ubytków, może poza Talem Ben Haimem, który przeszedł do Chelsea. Ciekawe jak sobie poradzi zespół z nowym menadżerem, któremu będzie trudno zmierzyć się z tym, co pozostawił po sobie Sam Allardyce. Nie sądzę, że Bolton w tym sezonie zajmie miejsce w górnej połówce sezonu, raczej bezpieczny środek tabeli to wszystko, na co stać ten zespół w tym momencie.

Chelsea
Główny faworyt do zdobycia mistrzostwa. Ostatni sezon nie wyszedł zawodnikom londyńskiego zespołu, co brzmi może niepoważnie, bo w końcu Chelsea zdobyła dwa puchary krajowe, była druga w lidze i odpadła w półfinale UCL. Z drugiej strony były kontuzje kluczowych zawodników, konflikt na linii właściciel-menadżer, słabsza gra niektórych piłkarzy i przede wszystkim strata tytułu mistrzowskiego. W nadchodzącym sezonie Chelsea będzie więc podwójnie, a może nawet i potrójnie zmotywowana, by wrócić na pierwsze miejsce w tabeli, a ma ku temu wszystkie niemal atuty. Kadra zespołu została uzupełniona w bardzo przemyślany sposób, wyciągnięto wnioski z niepowodzeń ostatniego sezonu i nie postawiono na zakup gwiazd, ale raczej solidnych rzemieślników. Jedyny poważniejszy zakup to Florent Malouda, a reszta zawodników trafiła do Londynu na zasadzie wolnego transferu. Uzupełniono luki w składzie, zwłaszcza na tak newralgicznej pozycji jak środek obrony. Tal Ben Haim i Alex dają gwarancję, że Essien już nie będzie musiał grać w obronie. Na takiej zmianie Chelsea traciła podwójnie, bo zamiast pomocnika światowej klasy miała tylko solidnego obrońcę. Teraz The Blues mogą wystawić dwie równorzędne jedenastki, tak więc nie jest im straszny jakiś poważny kryzys spowodowany kontuzjami, czy słabszą formą niektórych graczy. Po prostu Chelsea przed sezonem wydaje się nie mieć słabych punktów, no może poza egzekwowaniem rzutów karnych.

Derby
Kolejny beniaminek, ale ten w odróżnieniu od pozostałych na awans czekał 5 lat. Główny kandydat do spadku, bo ani skład, ani transfery nie pozwalają przypuszczać, że uda się pozostać w lidze. Trudno napisać coś więcej, bo jak na razie to jest to niemal pewny spadkowicz, mający chyba najsłabszy skład ze wszystkich drużyn. Gwiazdą może być Robert Earnshaw, kupiony z Norwich. Szkoda, że Grzegorz Rasiak nie gra już w tym zespole, zawsze to byłby Polak w Premier League, mający duże szanse na regularne występy.

Everton
W ostatnich latach Everton przeplatał słaby sezon z udanym, tak więc teraz wypada kolej na słaby. Konieczność pogodzenia występów w lidze krajowej i w pucharach może mieć negatywny wpływ na pozycję w tabeli, zwłaszcza w przypadku kontuzji czołowych graczy. Co prawda kadra została uzupełniona dobrymi zawodnikami, a w klubie chyba wiedzą jak uniknąć spadku formy, ale nie sądzę, że Everton powtórzy osiągnięcie z poprzedniego sezonu. Bardziej prawdopodobny wydaje się środek tabeli, z szansami na podjęcie walki o miejsce dające prawo gry w Pucharze UEFA. Jeśli uda się kupić Yakubu, to te szanse rosną.

Fulham
Irlandia Północna powinna, o przepraszam zespół Fulham powinien mieć spokojniejszy sezon, niż ostatni, w którym toczył heroiczne boje o pozostanie w lidze. Lawrie Sanchez na pewno potraktuje prowadzenie londyńskiej drużyny poważnie i będzie starał się udowodnić, że zasługuje na prowadzenie najlepszych nawet zespołów. Zabrał się bardzo ostro do pracy wzmacniając w przerwie letniej skład i to takimi zawodnikami, którzy moim zdaniem będą mieli duży wpływ na grę zespołu. Zawodziła defensywa? Dokupiono obrońców, którzy powinni ograniczyć liczbę traconych bramek. Lekarstwem na kłopoty w ataku ma być David Healy, najlepszy snajper eliminacji do ME 2008. W tym momencie to wygląda naprawdę bardzo ciekawie, utrzymanie się w lidze nie powinno stanowić żadnego problemu. Jednak na coś wyżej bym nie liczył, to za wysokie progi na razie.

Liverpool
To już 17 lat od ostatniego mistrzostwa, można rzec całe jedno pokolenie kibiców nie widziało swojej drużyny na pierwszym miejscu tabeli na koniec sezonu. Te rozgrywki mają to zmienić, ale to bardzo trudne zadanie. Wiele rzeczy musi zmienić Rafael Benítez, tak aby w końcu The Reds mogli walczyć o mistrza. Dobry start, lepsza forma na wyjazdach, trochę mniej rotacji i Steven Gerrard na środku pomocy, a nie po prawej stronie to takie niezbędne minimum. Fernando Torres kupiony do ataku też mnie nie przekonuje, bo za takie pieniądze można było pozyskać zawodnika już sprawdzonego w Anglii, który nie musiałby się aklimatyzować. Podejrzewam że Benítez na pewno coś wymyśli ze składem takiego, że w tym sezonie Liverpool będzie walczył o tytuł, ale jednak Chelsea wydaje się być zbyt mocna, żeby ją pokonać. 19 sierpnia mecz właśnie z londyńczykami, który da odpowiedź na pytanie czy Liverpool ma szansę na tytuł.

Manchester City
Mała rewolucja, która nie wiadomo do czego doprowadzi. Sven-Göran Eriksson nie jest kochany (oględnie mówiąc) po pracy z kadrą Anglii, a teraz stoi przed zadaniem odmienienia oblicza zespołu, który ostatnio grał słabo. Szwed przeprowadził ofensywę transferową, sprowadzając wielu graczy których łączy jedna rzecz - nie wiadomo, jak się sprawdzą w Premier League. Jeśli Rolando Bianchi będzie grał tak, jak podczas jednej z moich gier w FM 2007 (sześć razy z rzędu król strzelców), to może Man City wdrapie się do górnej połówki tabeli. Jednak życie jest trochę bardziej skomplikowane niż gra komputerowa, tak więc City czeka najprawdopodobniej trudny sezon, w którym klub utknie w środku tabeli, ale w tej dolnej połówce. Zgranie tych wszystkich nowych nabytków, ich aklimatyzacja, zajmie tyle czasu, że zajęcie miejsca dającego prawo gry w pucharach się nie uda. Z drugiej strony nie przewiduję, że zespół będzie znowu zmuszony do walki o utrzymanie się w lidze, czy będzie straszył nieskutecznością na swoim boisku.

Manchester United
Mistrz Anglii, który stanie przed trudnym zadaniem powtórzenia tego sukcesu. Wiele osób widzi właśnie w Czerwonych Diabłach głównego faworyta rozgrywek, ale ten sezon będzie zupełnie inny niż poprzedni. Rok temu Man Utd przystępował do rozgrywek skazany na walkę tylko o miejsce dające prawo gry w UCL, jednak fantastyczna forma zawodników, szczęście z kontuzjami do pewnego momentu i kłopoty rywali pozwoliły podopiecznym sir Alexa Fergusona zająć pierwsze miejsce w tabeli. Teraz będzie inaczej, na zawodnikach ciąży o wiele większa presja, bo ostatni sezon bardzo rozbudził apetyty wśród kibiców i zarządu. Wydano wielkie pieniądze na zakup graczy, którzy mogą się długo aklimatyzować w Anglii i nie ma pewności czy im się to uda. Cristiano Ronaldo potrzebował trzech lat, by pokazać wszystkim do czego jest zdolny, a poprzedni Brazylijczyk w United, Kléberson, okazał się transferowym niewypałem, dlatego trudno oczekiwać, że Nani i Anderson już teraz będą prowadzić grę zespołu. W miarę spokojny jestem o zaaklimatyzowanie się jedynie Owena Hargreavesa, ale jego dobra gra może nie wystarczyć na Liverpool i Chelsea. Carlos Tevez w ataku to moim zdaniem średni pomysł, bo Argentyńczyk swoim stylem gry bardzo przypomina Rooneya, więc obaj napastnicy mogą sobie przeszkadzać na boisku. Zastanawia mnie dlaczego nie wzmocniono defensywy, bo to kontuzje zawodników tej formacji wpłynęły na wynik dwumeczu z Milanem. Rio Ferdinand w ostatnim sezonie pokazał, że nie jest już tak pewny jak wcześniej, a sytuacja z meczu o Community Shield, kiedy przepchnął go Malouda i strzelił gola budzi niepokój. Na prawej obronie pewną pozycję ma Gary Nevile, na lewej najprawdopodobniej będzie grał Patrice Evra. O ile pierwszy skład, uzupełniony Vidićiem prezentuje się dobrze, o tyle rezerwy są zastraszająco słabe, jak na taki klub. Wciąż nierozwiązana jest kwestia transferu Gabriela Heinze, który chce przejść do Liverpoolu, na co nie zgadza się sir Alex Ferguson. Myślę że do końca okienka ta kwestia zostanie wyjaśniona (może wypożyczenie), ale pozostawi to linię obronną Czerwonych Diabłów podatną na osłabienia. Ci wszyscy młodzi zdolni zawodnicy, którzy ogrywali się na wypożyczeniach, nie dają według mnie gwarancji pewnych występów w pierwszym składzie Man Utd. Niezależnie od tego nie sądzę, że Man Utd jest w stanie powtórzyć taki sezon jak ostatni. Jeśli dodamy do tego starą zasadę "bij mistrza", to te rozgrywki mogą być bardzo trudne dla obrońców tytułu. Wiele będzie zależeć od gry Cristiano Ronaldo, który musi udowodnić, że ostatni sezon to nie był tylko wypadek przy pracy. Które miejsca zajmą Czerwone Diabły w nadchodzącym sezonie? Optymistycznie patrząc pierwsze, pesymistycznie piąte.

Middlesbrough
Zapowiada się kolejny dość bezbarwny sezon, zakończony gdzieś w środku tabeli, chyba że z klubu odejdzie Yakubu Aiyegbeni. Jeden napastnik, Mark Viduka, już odszedł do Newcastle, strata Nigeryjczyka to już bardzo poważne osłabienie, nie do nadrobienia przed tym sezonem. Gdyby Yakubu zmienił barwy klubowe, Boro będzie bronić się przed spadkiem i szukać napastnika mogącego strzelić kilkanaście bramek w sezonie. Nie sądzę że Tuncay Sanli i Jérémie Aliadière zagwarantują takie zdobycze bramkowe jak para Viduka-Yakubu, a brak skutecznych napastników to szybka i prosta droga do Championship.

Newcastle
Zmiany, zmiany i zmiany. Nowy menadżer w osobie Sama Allardyce'a bardzo chce zdobyć jakieś trofeum. Przyszło i odeszło wielu graczy, a skład wydaje się być w miarę silny. Bardzo ciekawie wyglądają transfery do klubu, wzmocniono praktycznie każdą formację. Jeśli do formy wróci Michael Owen, a kontuzje wreszcie zaczną go omijać, to Newcastle ma szansę sporo zamieszać w górnej połówce tabeli. Jednak nawet jeśli Anglik znowu nie będzie mógł grać z powodu urazów, albo zostanie sprzedany do końca sierpnia, to i tak Sroki powinny być wyżej w tabeli, niż w ostatnim sezonie. Cudów nie należy się spodziewać, ale miejsce w górnej połówce tabeli wydaje się dość pewne, może nawet uda się wywalczyć miejsce pucharowe.

Portsmouth
Do klubu trafili dwaj gracze, którzy mogą być małym objawieniem ligi. John Utaka i David Nugent mogą mieć naprawdę duży korzystny wpływ na grę ofensywną zespołu, a to ma proste przełożenie na wyniki zespołu. W ostatnim sezonie Portsmouth cierpiało trochę na brak siły ofensywnej, bo głównym napastnikiem był Nwankwo Kanu i ostatecznie zajęło dziewiąte miejsce, mimo dobrego startu. Teraz powinno być dużo lepiej, zajęcie miejsca dającego prawo gry w Pucharze UEFA nie powinno przerosnąć możliwości graczy Portsmouth. Jedyne niebezpieczeństwo to Puchar Narodów Afryki, bo wielu graczy może wtedy wyjechać w rodzinne strony, a po powrocie mieć kłopoty z odzyskaniem formy.

Reading
Syndrom drugiego sezonu, te słowa pojawiają się bardzo często w kontekście szans zespołu Reading na zajęcie dobrego miejsca w lidze. Nie będę zaskoczony, jeśli zespół będzie toczył walkę o utrzymanie się w Premier League, zwłaszcza że nie wzmocnił się w jakiś poważniejszy sposób, a jeszcze stracił na rzecz Chelsea Steva Sidwella. Powtórka ósmego miejsca, przy takich wzmocnieniach innych drużyn, nie jest praktycznie możliwa. Teraz już wszyscy wiedzą czego spodziewać się po tej drużynie, trudno będzie o powtórkę dobrych wyników i zajęcie wysokiego miejsca. Nie zdziwię się jednak, jeśli zespół spadnie z ligi.

Sunderland
Roy Keane i wszystko jasne. Niemal wszyscy odliczają dni do pierwszego września, bo wtedy Sunderland przyjeżdża na Old Trafford. Jeśli chodzi o prognozy na sezon, to Czarne Koty jak każdy beniaminek skupią się raczej na walce o pozostanie w Premier League. Kupiono wielu ciekawych zawodników, ale brakuje raczej napastnika z prawdziwego zdarzenia. Dwa sezony temu Sunderland spadało z ligi mając na koncie tylko 15 punktów, teraz musi zdobyć ich około 40, by spokojnie pozostać w lidze, a bez dobrych napastników to może być wręcz niewykonalne zadanie. Nie wiadomo też jak ze stresami i wyzwaniami pracy w Premier League poradzi sobie Roy Keane.

Tottenham
To jest drużyna, która powinna sporo namieszać. Dwa ostatnie sezony kończyła na piątym miejscu i co roku się wzmacnia po to, by w końcu wygrać to małe mistrzostwo Anglii. Jeśli nie teraz pod wodzą Martina Jola, to raczej nigdy pod wodzą Holendra, bo w klubie raczej nikt nie będzie tolerował kolejnego sezonu bez awansu do UCL, zwłaszcza po wydaniu takich pieniędzy. Niesamowita siła ofensywna z przodu (para Berbatov-Bent jest w stanie strzelić ponad 30 bramek w lidze), solidna obrona (jeśli kontuzje zostawią Ledleya Kinga w spokoju), dokupiony Gareth Bale, mocne rezerwy, wszystko to wskazuje, że Tottenham będzie bardzo blisko wygryzienia kogoś z miejsc 1-4. Teoretycznie najbliżej jest Arsenal po stracie swego kapitana, ale Tottenham powinien być groźny dla każdego.

West Ham
Odeszli w końcu dwaj Argentyńczycy, którzy mieli poprowadzić zespół wysoko, a zakończyło się to wszystko walką o utrzymanie się i gigantyczną karą finansową. Ten sezon powinien być spokojniejszy, już bez takiej walki i pogoni za miejscem dającym utrzymanie się w lidze. Bardzo wartościowym wzmocnieniem może okazać się Freddie Ljungberg, kupiony niemal za grosze z Arsenalu. Wraca także do gry Dean Ashton, który z powodu złamanej kostki stracił cały ostatni sezon. Na pewno będzie chciał udowodnić kibicom, że jest w stanie zastąpić Teveza i odpłacić za zaufanie ze strony klubu. Z drugiej strony powrót do gry po takiej przerwie to zawsze duże wyzwanie. Myślę że Młoty zajmą miejsce w górnej połówce, raczej nie włączą się do walki o puchary. Ten sezon będzie przeznaczony raczej na uporządkowanie składu, sprawdzenie zawodników, a dopiero w następnym zobaczymy, do czego zdolny jest Alan Curbishley.

Wigan Athletic
Kolejny kandydat do spadku. Nowy menadżer Chris Hutchings nie przeprowadził jakichś oszałamiających transferów, ściągając zawodników z reguły na zasadzie wolnego transferu. Trudno oczekiwać, że jeden Jason Koumas wpłynie tak bardzo na grę zespołu, że zapewni to spokojne pozostanie w lidze. Wszystkie kluby, które ostatni sezon skończyły nad Latics, wzmocniły się, więc nie pozostaje nic innego, jak walka o utrzymanie się. To może być bardzo trudne, zwłaszcza że klub opuszczają kolejni gracze, a wartościowych zastępców nie widać. Mam coraz silniejsze wrażenie, że to będzie powtórka Charltonu z ostatniego sezonu.

Bez tytułu

Nie wiem jak zatytułować ten wpis, po prostu jest mi smutno, że po raz kolejny polska drużyna nie zagra w fazie grupowej UCL. Może i liczyłem na cud, ale Zagłębie pokazało wczoraj, że może grać na poziomie Steauy i szkoda, że nie zagrało tak w Lubinie. Szkoda również błędów, które popełniała defensywa (znów strata gola po stałym fragmencie gry) z bramkarzem. Nie pamiętam, żeby w polskiej lidze Michal Vaclavik popełniał aż takie błędy. Ten drugi, z 82 minuty, odebrał jakiekolwiek nadzieje, więc boli podwójnie. Jeśli dodamy do tego nieco gospodarskie sędziowanie (ta akcja Rui Miguela chociażby), zwykły pech (kontuzja Piotra Włodarczyka) to i przyczyny porażki stają się jasne. Tak więc przygoda mistrza Polski w europejskich pucharach zakończyła się na dwóch spotkaniach.

środa, 8 sierpnia 2007

Wiara

Wiara w tym trzecim znaczeniu, jeśli korzystamy z internetowego SJP: "przeświadczenie, że istnieją istoty lub zjawiska nadprzyrodzone". Awans Zagłębia będzie miał w sobie coś ze zjawiska nadprzyrodzonego, bo ani wynik pierwszego spotkania, ani gra lubinian w ostatnich meczach nie dają powodów do optymizmu. Pozostaje wiara, że graczom i trenerom uda się awansować. Pozostaje wiara kibiców, że w końcu polski zespół zagra w fazie grupowej UCL. Atutów czysto piłkarskich nie ma, Steaua gra rewanż na swoim stadionie, ma jedną bramkę przewagi i wie, że Zaglębie jest jak bezzębny kotek. Stąd prosta droga do zlekceważenia swojego przeciwnika. Szybko strzelona bramka przez lubinian wyrównuje stan meczu i cała rywalizacja zacznie się od nowa, ale tym razem nerwy będą przeszkadzać gospodarzom. Do tego by strzelić bramkę potrzebna jest jednak wiara, wiara w swoje możliwości i wiara w to, że silnego przeciwnika można pokonać. 15 lat temu w Barcelonie polska reprezentacja olimpijska przegrała finał z Hiszpanią. Mam nadzieję, że dzisiaj Zagłębie sprawi, że data ósmego sierpnia będzie kojarzyć się już tylko pozytywnie.

poniedziałek, 6 sierpnia 2007

2 kolejka OE

Gdzieś w tle jest zdegradowanie Zagłębia Sosnowiec i ukaranie zespołu czterema punktami minusowymi. W ten sposób liga gra właściwie w 15, bo sosnowiczanie walczą tylko o wypromowanie się. Sama kolejka cierpiała na deficyt bramek, bo padło ich tylko 11, ale to zasługa Groclinu i Legii, które zdobyły po trzy gole.
Najciekawiej zapowiadające się spotkanie w Lubinie dało odpowiedź na dwa pytania. Po pierwsze Zagłębie nie jest tak silne, jak powinno być przed rewanżem w Rumunii. Po drugie Wisła dała czytelny sygnał, że w tym sezonie będzie bardzo groźna. Momentami lubinianie nie mieli pomysłu na to jak grać, a goście przez cały praktycznie mecz kontrowali jego przebieg. Jeśli po fiasku batalii o UCL z klubu odejdą dwaj czołowi gracze, to z Zagłębiem będzie bardzo krucho. Dwa ostatnie spotkania pokazały, że Mistrz Polski jednak nie jest tak silny, jak można byłoby się tego spodziewać i to nie tylko w konfrontacji w Europie, ale i na własnym podwórku. Jeśli to jest początek jakiegoś poważniejszego kryzysu, to szanse lubinian na odegranie jakiejś poważniejszej roli w lidze maleją i to bardzo szybko. Pozytywnym impulsem byłoby wyeliminowanie Steauy, ale to niezwykle trudne zadanie, zwłaszcza z taką grą.
Inne spotkania w tej kolejce nie budziły takich emocji. ŁKS Łódź został pokąsany przez żmiję, a dokładniej na drodze do trzech punktów stanął bramkarz Polonii Bytom Grzegorz Żmija. W ten sposób w dwóch kolejkach łodzianie stracili już cztery punkty, zwłaszcza że przeciwnicy leżeli absolutne w zasięgu ŁKSu, albo miało się dwie bramki przewagi na kilka minut przed zakończeniem meczu. Cracovia uporała się z Ruchem Chorzów, tak więc beniaminek wraca pomału na swoje miejsce w szeregu. Odra Wodzisław wyrasta na mistrzów końcówek, bo po raz drugi strzela bramki dające punkty tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra. Tym razem jedno trafienie Jakuba Biskupa wystarczyło do zdobycia trzech punktów, tak więc Odra wygrała ważny mecz, no a sosnowiczanie zagrali pierwsze spotkanie już jako zdegradowana drużyna.
Drugie spotkanie, które mogłoby aspirować do miana meczu kolejki, odbyło się w piątek w Kielcach. Jestem podwójnie zaskoczony przebiegiem tego meczu, bo ani Korona nie była taka silna, ani Lech taki słaby. Co prawda długimi fragmentami to kielczanie mieli przewagę, stwarzali seryjnie akcje pod bramką Krzysztofa Kotorowskiego (zastanawiam się czy to nie ostatni występ tego bramkarza w meczu ligowym w barwach Lecha), tłamsili pressingiem pomoc gości (Piotr Świerczewski coś komuś udowadniał), ale zdołali strzelić tylko jednego gola. Potem Lech miał swoje okazje, ale brak Piotra Reissa znacznie ograniczył siłę ofensywną Lechitów, tak więc skończyło się wynikiem 1:0. O ile pierwsze spotkanie Lecha w tym sezonie mnie rozczarowało, tak drugie pozytywnie zaskoczyło.
Niedzielne spotkania w końcu przyniosły nieco większą liczbę bramek, bo wcześniejsze spotkania były pod tym względem niezwykle ubogie. Legia zaskoczyła trochę w Zabrzu, może niekoniecznie zwycięstwem, ale stylem i tym, że strzeliła aż trzy bramki. Górnik, który inaugurował nowy sezon wsparty nowym sponsorem i przy wypełnionym stadionie, zagrał słabo. Myślałem że zabrzanie w tym pierwszym spotkaniu pokażą coś więcej, że sprawią kłopoty Legii, ale nic z tego nie wyszło. Co prawda to dopiero pierwszy mecz, ale nie wygląda to dobrze. Widzew zaskoczył, bo urwał punkty PGE. Nie wiem czy to jakiś kryzys formy, czy może zmęczenie meczami pucharowymi, ale takie mecze jak ten w Łodzi wicemistrz Polski powinien wygrywać, zwłaszcza że Legia i Wisła dyktują ostre tempo. Groclin zmazał nieco występ z pierwszej kolejki wygrywając w Białymstoku 3:1. Powinien wyżej, bo miał w tym spotkaniu jeszcze kilka okazji, które powinien zamienić na bramki, ale po tym falstarcie wszystko wydaje się wracać do normy.

niedziela, 5 sierpnia 2007

Sezon się zaczął!

Mecz o Tarczę Wspólnoty zakończył się remisem, a w rzutach karnych bohaterem został Edwin van der Sar. Tak można napisać najkrótsze podsumowanie tego spotkania, które nie stało na wysokim poziomie. Może to z powodu upału, może z powodu taktyki obranej przez obu menadżerów mecz nie obfitował w spięcia podbramkowe. Dwie bramki, które padły w pierwszej połowie, nie spowodowały jakiegoś znacznego przyspieszenia tempa gry. Chelsea początkowo grała ustawieniem 4-3-3, ale właściwie to było 4-6-0, a Joe Cole nie nadaje się za bardzo na środkowego napastnika. Florent Malouda przepchnął Rio Ferdinanda i strzelił gola na 1:1 i to był jeden z nielicznych momentów żywszej gry. Na pewno Francuz dobrze zadebiutował, ale odniósł kontuzję strzelając bramkę, więc to pierwsze oficjalne spotkanie nie wyglądało do końca tak, jak chciał tego Malouda. Reszta nabytków londyńskiej drużyny wypadła średnio. Tal Ben Haim na pewno nie zastąpi kapitana zespołu, gdyby sędzia był trochę uważniejszy, to Man Utd dostałoby rzut karny po faulu byłego gracza Boltonu. Claudio Pizarro także nie pokazał niczego wielkiego, już chyba nawet Andrij Szewczenko grał lepiej w ostatnim sezonie. Glen Johnson, wracający z wypożyczenia, także nie zagrał wielkiego spotkania, ale chyba jest najbliżej stałego miejsca w pierwszym składzie, może poza Maloudą. Manchester United zagrał bez nowych graczy, dopiero pod koniec na boisku pojawił się Nani i początkowo miał kłopoty z obuwiem. Trudno oceniać zawodnika po tych kilkunastu minutach, ale widać, że Portugalczyk ma potencjał. Pytanie czy potrafi przełożyć go na występy ligowe.
Rzuty karne to już popis bramkarza Czerwonych Diabłów, albo pokaz nieudolności graczy Chelsea. Trzy źle wykonane rzuty karne, które obronił van der Sar, rozstrzygnęły kwestię zwycięzcy tego spotkania. Jaki z tego prognostyk na sezon? Właściwie żaden, Chelsea grała tak jakby na pół gwizdka, Man Utd także nie pokazał wszystkich swoich atutów. Dopiero kilka spotkań ligowych pokaże, jak silne w tym sezonie będą obie drużyny.

piątek, 3 sierpnia 2007

Awans w bólach

PGE GKS Bełchatów i Groclin Grodzisk Wielkopolski awansowały do następnej rundy kwalifikacji w Pucharze UEFA, no i to koniec dobrych wiadomości. Bełchatowianie przegrali swój wyjazd i do awansu potrzebowali serii rzutów karnych, a drużyna Ameri ma prawo czuć się pokrzywdzona przez los. Na pewno nie grali tak jak Bayern, ale i tak prezentowali się dużo lepiej niż wicemistrz Polski. Groclin to inna historia, bo przez 88 minut nie potrafił strzelić gola. W końcu się udało, ale kompromitacja była o krok, bo remis z tak słabą drużyną chluby nie przynosi, zwłaszcza remis na własnym boisku.

Dzisiaj odbyło się losowanie kolejnych rund. Zagłębie Lubin, jeśli awansuje, zagra ze zwycięzcą dwumeczu FH Hafnarfjördur - FC BATE Borysów, a wynik pierwszego spotkania (wygrana białoruskiego zespołu na wyjeździe 3:1) raczej wskazuje kto nim będzie.
W Pucharze UEFA PGE zagra z Dnipro Dniepropietrowsk, a Groclin z Tobołem Kostanaj. Znowu podróże na wschód, znowu trudni i wymagający przeciwnicy. Toboł awansował poprzez Puchar Intertoto. Ciężko będzie, ale trzeba wierzyć (mam ważenie, że nadużywam tego zwrotu w kontekście gry polskich drużyn w europejskich pucharach).